Morderstwo w kamienicy Pod Rakiem. Trop prowadził do szanowanej rodziny

Morderstwo w kamienicy Pod Rakiem. Trop prowadził do szanowanej rodziny

FOT. Urząd Miasta w Krakowie

W pokoju na piętrze znaleziono martwą kobietę, otwarte kufry i ślady brutalnej walki. Początkowo wszystko wskazywało na włamanie, ale otwarte okno szybko okazało się tylko elementem upozorowanej sceny. W Krakowie podejrzenia zaczęły kierować się nie na nieznanego napastnika, lecz na mieszkańców kamienicy. Na ławie oskarżonych zasiadł syn człowieka należącego do jednego z najbardziej poważanych rodów prawniczych w Galicji.

  • Śmierć bogatej wdowy w kamienicy przy Szpitalnej
  • Otwarte okno miało stworzyć fałszywy trop
  • Długi Mieczysława Korytowskiego stworzyły motyw
  • Sąd oparł wyrok na łańcuchu poszlak

Śmierć bogatej wdowy w kamienicy przy Szpitalnej

Agnieszka z Grotów Żychowiczowa miała 83 lata. Po śmierci męża, a później brata, który był proboszczem jednej z galicyjskich parafii, odziedziczyła znaczny majątek. Mimo pieniędzy prowadziła bardzo oszczędne życie. Wynajmowała pokoje jako sublokatorka, ponieważ nie widziała sensu w utrzymywaniu własnego domu.

Po wypowiedzeniu poprzedniego lokum przeniosła się do kamienicy „Pod Rakiem” przy ulicy Szpitalnej 7. Budynek należał do rodziny Korytowskich, od pokoleń związanej z sądownictwem, notariatem i innymi zawodami prawniczymi. Nazwisko gospodarzy cieszyło się w Krakowie dużym szacunkiem.

W nocy z 2 na 3 października 1867 roku Mieczysław Korytowski usłyszał odgłosy dochodzące z pokoju starszej lokatorki. Obudził służące i razem z nimi wszedł do środka. Żychowiczowa leżała martwa w łóżku, a pościel była zakrwawiona. Szuflady i kufry pozostawały otwarte, ich zawartość leżała na podłodze.

Na miejsce szybko wezwano prokuratora i policję. Około szóstej rano pojawili się tam także sędzia śledczy oraz dwaj lekarze. Podczas oględzin stwierdzono rozległą ranę tłuczoną na głowie, obrażenia ucha i wyraźne ślady ucisku na szyi. Rany na dłoniach wskazywały, że kobieta próbowała się bronić. Między jej zaciśniętymi palcami znaleziono kilka włosów.

Sekcja zwłok wykazała, że ciosy w głowę nie były jedyną przyczyną śmierci. Napastnik najpierw zaatakował kobietę ciężkim, tępym narzędziem, a później ją dusił. Obrażenia sugerowały, że Żychowiczowa obudziła się po pierwszym uderzeniu i stoczyła krótką, rozpaczliwą walkę.

Otwarte okno miało stworzyć fałszywy trop

Śledczy początkowo musieli odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób sprawca dostał się do pokoju. Jedno z dwóch okien wychodzących na ulicę było otwarte, a na parapecie leżała zwinięta watowana kołdra. Taki układ mógł sugerować, że zabójca wspiął się do mieszkania od strony ulicy.

Kolejne ustalenia podważyły jednak tę wersję. Pod oknem nie znaleziono śladów, a drobne przedmioty ustawione na parapecie nie zostały potrącone. Nie było również oznak wyłamania ani podważania okna. Strażnik nocny zeznał, że podczas obchodu około północy wszystkie okna kamienicy były zamknięte. Otwarte skrzydło zauważył dopiero około wpół do drugiej.

Wszystko wskazywało więc na to, że okno otwarto już po zabójstwie. Miało to stworzyć pozór włamania i skierować uwagę policji na rzekomą ucieczkę z zewnątrz. Taki plan byłby jednak trudny do wykonania. Kamienica stała przy ruchliwej ulicy prowadzącej od dworca kolejowego do Rynku Głównego, a przed budynkiem paliły się latarnie gazowe. Wspinaczka po wysokiej drabinie musiałaby zostać zauważona.

Drzwi do pokoju prowadziły z dwóch stron. Jedne wychodziły na salon, drugie na niewielki przedpokój. Te drugie były zamknięte od środka na haczyk. Śledczy nie znaleźli wiarygodnego sposobu, w jaki intruz mógłby wejść tą drogą, a następnie zamknąć drzwi po swojej ucieczce.

Pozostawało wejście przez salon. Oznaczało to, że sprawca najpewniej przebywał już w domu albo bardzo dobrze znał jego układ. Podejrzenia zaczęły obejmować domowników, choć rodzina Korytowskich miała opinię wyjątkowo szanowanej. Wśród jej krewnych byli sędziowie, notariusze i urzędnicy wymiaru sprawiedliwości, a część rodziny nosiła tytuły hrabiowskie.

Pierwsze wątpliwości dotyczyły zeznań Mieczysława Korytowskiego. To on miał usłyszeć hałasy, obudzić służące i pobiec po pomoc. Jeśli jednak zabójca wychodził przez salon, musiał przejść obok miejsca, w którym spał Korytowski. Śledczy nie potrafili pogodzić tej możliwości z jego relacją o przebiegu nocy.

Długi Mieczysława Korytowskiego stworzyły motyw

Mieczysław nie poszedł drogą ojca ani starszego brata, którzy zajmowali się prawem. Przerwał naukę w gimnazjum, porzucał kolejne szkoły i prowadził kosztowne życie bez stałego zajęcia. Później związał się z Bronisławą Koźmińską, jedyną córką zamożnego ziemianina. Dziewczyna miała odziedziczyć pokaźny majątek, ale jej ojciec uzależniał zgodę na ślub od zapewnienia sobie przez przyszłego zięcia własnego źródła utrzymania.

Korytowski kupił gospodarstwo, licząc na poprawę swojej sytuacji. Inwestycja nie przyniosła oczekiwanych dochodów, a zadłużenie rosło. Jesienią 1867 roku wierzyciele domagali się spłaty kolejnych należności, a młody mężczyzna znajdował się na granicy finansowego bankructwa.

Po śmierci Żychowiczowej nastąpiła jednak gwałtowna zmiana. Korytowski zaczął oddawać pożyczone pieniądze i regulować zaległe rachunki. Pytany o źródło gotówki twierdził, że pomogli mu krewni i znajomi. Jego wyjaśnienia zmieniały się, a śledczy uznali je za niewystarczające.

Z pokoju zamordowanej zniknęły znaczne sumy oraz część papierów wartościowych. Żychowiczowa nie ufała bankom i przechowywała dużą część oszczędności przy sobie. Nie znaleziono całego majątku, ale brakująca kwota mogła radykalnie poprawić sytuację człowieka obciążonego długami. Pieniądze nie stanowiły jeszcze dowodu winy, lecz wyraźnie wskazywały możliwy motyw.

Śledczy zabezpieczyli także wytrych znaleziony przy Korytowskim. Samo posiadanie takiego narzędzia nie przesądzało o niczym, ponieważ korzystali z nich między innymi ślusarze i zarządcy majątków. Znaczenie nabrał dopiero fakt, że wytrych pasował do zamków w pokoju Żychowiczowej. Mógł służyć do otwierania szuflad i schowków z pieniędzmi.

Włosy znalezione w dłoniach ofiary mogły pochodzić od napastnika. W 1867 roku lekarze potrafili ocenić ich kolor, długość i budowę, ale nie mogli porównać ich z materiałem genetycznym podejrzanego. Podobnie nie dało się jednoznacznie ustalić, czy obrażenia na rękach Korytowskiego powstały podczas walki, czy w innych okolicznościach.

Każdy z tych śladów można było osobno zakwestionować. Razem tworzyły jednak spójny układ: Korytowski miał dostęp do mieszkania, znał jego rozkład, potrzebował pieniędzy, posiadał narzędzie pasujące do zamków, a po zbrodni zaczął spłacać długi. Dla mieszkańca współczesnego miasta szczególnie uderzające jest to, że całą sprawę musiano budować bez odcisków palców, badań DNA i bezpośredniego świadka.

Sąd oparł wyrok na łańcuchu poszlak

Nie odnaleziono narzędzia zbrodni ani pieniędzy należących do Żychowiczowej. Nikt nie widział zabójstwa, a oskarżenie nie dysponowało świadkiem, który zauważyłby Korytowskiego w pokoju ofiary. Mimo to po trzech miesiącach pracy c.k. Prokuratoria uznała, że materiał wystarcza do skierowania sprawy przed Sąd Krajowy w Krakowie.

Proces rozpoczął się 27 lutego 1868 roku. Na ławie oskarżonych znalazł się syn szanowanego sędziego, a prokuratura musiała przekonać sąd, że poszczególne elementy układają się w zamknięty ciąg dowodowy. Obrona odpowiadała, że każdą poszlakę można wyjaśnić inaczej.

W toku rozpraw przesłuchano świadków i biegłych oraz przeanalizowano materiał zebrany podczas śledztwa. Sąd odbył 16 posiedzeń. 6 marca zapadł wyrok pierwszej instancji. Mieczysław Korytowski został uznany za winnego i skazany na 20 lat ciężkich robót.

Obie strony złożyły odwołania. Obrona domagała się uniewinnienia, a prokuratura uważała karę za zbyt łagodną. Ostatecznie sprawa trafiła do Najwyższego Trybunału Sądowego w Wiedniu. 9 września 1868 roku sąd utrzymał wcześniejsze rozstrzygnięcie.

Od zabójstwa w kamienicy „Pod Rakiem” do prawomocnego zakończenia postępowania minęło niespełna 11 miesięcy. O winie nie przesądził jeden przełomowy dowód, lecz zestaw okoliczności dotyczących dostępu do pokoju, sytuacji finansowej, wytrycha, obrażeń i zachowania podejrzanego po śmierci bogatej wdowy.

na podstawie: UM Kraków.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta w Krakowie). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji