Uwaga! Burze (komunikat RSO)

Krakowski gorset wychodzi z gablot. Panie chcą nosić go nawet do jeansów

Krakowski gorset wychodzi z gablot. Panie chcą nosić go nawet do jeansów

FOT. UM Kraków

Na krakowskich ulicach pojawia się strój, który jeszcze niedawno częściej oglądano w muzeach niż na spacerze po mieście. Członkinie Stowarzyszenia Gorset Krakowski chcą odwrócić ten porządek i pokazują, że haftowany gorset nie musi czekać na święto ani scenę folklorystycznego zespołu. Za inicjatywą stoją kobiety, które szyją, haftują i odtwarzają dawne techniki, a przy tym patrzą na tradycję bez nabożnej odległości. Efekt już widać – przechodnie zatrzymują wzrok na koralikach, różach i misternych szamerunkach.

  • Pomysł bez finansowania, który zebrał wokół siebie krakowianki
  • Na lewej stronie gorsetu widać jego prawdziwe życie
  • Haftowanie bez pośpiechu i plany warsztatów

Pomysł bez finansowania, który zebrał wokół siebie krakowianki

Jeszcze niedawno krakowski gorset był dla wielu przede wszystkim muzealnym eksponatem albo elementem stroju scenicznego. Właśnie z tym obrazem postanowiły się rozprawić kobiety ze Stowarzyszenia Gorset Krakowski. Chciały, by można było sięgnąć po taki strój także na co dzień, bez wielkiej oprawy i bez czekania na wyjątkową okazję.

– Chcemy, żeby gorset wrócił na ulice. Żeby można go było założyć nie tylko od święta, ale także do jeansów – mówią członkinie Stowarzyszenia Gorset Krakowski.

Początek był prosty, ale ważny. Ewa Doktór zwróciła uwagę, że jeśli dziś ktoś chciałby wypożyczyć albo kupić krakowski strój, nie miałby łatwego zadania. Z jej opowieści wyłania się dobrze znany problem wielu lokalnych tradycji – są obecne w pamięci, lecz trudno je znaleźć w zwykłym, codziennym obiegu.

– Pomyślałam, że gdybym chciała dziś wypożyczyć albo kupić krakowski strój, właściwie nie bardzo miałabym gdzie. A przecież to część naszej tożsamości – opowiada Ewa Doktór.

Pomysł zgłoszony do Budżetu Obywatelskiego nie zdobył dofinansowania, ale nie zakończył historii. Przeciwnie – przyciągnął osoby, które szyją, haftują, badają dzieje stroju i po prostu chcą się tego nauczyć. Z takiego spotkania zainteresowań powstało stowarzyszenie, a wokół niego zaczęła się budować mała, ale bardzo konkretna pracownia tradycji.

Na lewej stronie gorsetu widać jego prawdziwe życie

Na pierwszy rzut oka krakowskie gorsety łączy wspólny krój, bogate zdobienia i mocne kolory. Dopiero bliższe spojrzenie pokazuje, jak bardzo każdy egzemplarz różni się od innych. Dawne właścicielki nie trzymały się jednego sztywnego wzoru. Haftowały po swojemu, dodawały róże, liście, koraliki i ozdobne sznurki, często zimowymi wieczorami, kiedy na takie prace był czas i spokój.

– Gorset miał pokazywać wnętrze kobiety, jej osobowość i wrażliwość – mówi Mariola Adamczyk.

Różnice widać także w materiałach i poziomie zdobienia. Zamożniejsze kobiety mogły sobie pozwolić na kosztowniejsze tkaniny i większą liczbę koralików, ale nie istniał jeden obowiązujący model. Jedne gorsety były skromniejsze, inne niemal przeładowane haftem, cekinami i szamerunkiem. To właśnie ta zmienność sprawia, że stary krakowski strój nie wygląda jak zamknięty wzór z podręcznika, lecz jak zbiór indywidualnych decyzji.

Szczególne wrażenie robi spojrzenie na lewą stronę zabytkowego gorsetu. Członkinie stowarzyszenia mówią, że to tam zapisuje się prawdziwa biografia stroju – przez naprawy, poprawki, doszywane fragmenty i ślady użytkowania. Ewa Doktór pokazuje stuletni egzemplarz, który w ich gronie zyskał pieszczotliwą nazwę „uroczego z Luboczy”. Widać na nim ozdobne taśmy, bajorki, korale, haft, cekiny i chwosty, ale też pracę czasu i kolejne ingerencje.

Wśród ważnych pamiątek jest również ponadstuletni gorset należący kiedyś do krakowskiej poetki Anny Libery. Takie przedmioty mają dla badaczek stroju szczególną wartość, bo pokazują nie tylko efekt końcowy, ale też codzienność dawnych właścicielek. To cenna wskazówka także dla współczesnych miłośników tradycji – w starych rzeczach warto oglądać nie tylko przód, ale i ślady napraw, bo one mówią o historii więcej niż idealnie zachowana fasada.

Haftowanie bez pośpiechu i plany warsztatów

Przy jednym gorsetowym projekcie nie da się przyspieszyć wszystkiego. Uszycie samego korpusu zajmuje około tygodnia, ale ozdabianie to już zupełnie inna opowieść. Haft może pochłonąć nawet osiemdziesiąt godzin, a każdy koralik trzeba osadzić dokładnie tam, gdzie powinien się znaleźć. Potem dochodzą kolejne warstwy ozdób i wykończeń. To praca wymagająca cierpliwości i skupienia, bez miejsca na skróty.

– To czyste rzemiosło, które wymaga czasu i cierpliwości – podkreśla Monika Szumińska-Németh.

Jednocześnie gorset nie jest tu traktowany jak obiekt zamknięty na zawsze w jednej formie. Można go dopasować, poszerzyć, zwęzić, dołożyć nowe hafty albo zmienić ozdoby. Monika Szumińska-Németh przenosi XIX-wieczne motywy na kamizelki i zmienia kolory oraz materiały, a Kamila Zielińska wiernie odtwarza dawne techniki, ale sięga też po własne inspiracje. Jeden z jej gorsetów nawiązuje barwami do japońskiej sakury, co dobrze pokazuje, że historyczna forma nie musi oznaczać sztywnego powtarzania tych samych wzorów.

– Warto trochę poluzować gumkę tradycji – śmieje się Monika Szumińska-Németh. – Strój krakowski jest znacznie bardziej różnorodny, niż myślimy.

Ważną częścią tej historii są też same spotkania przy pracy. Haftowanie daje skupienie, ale też rozmowę i wymianę doświadczeń. Kamila Zielińska mówi wprost, że przy igle łatwiej złapać spokój i pobyć ze swoimi myślami. Z tego wspólnego rytmu wyrasta kolejny plan – warsztaty, podczas których chętni mają uczyć się haftu, szamerowania i szycia pierwszych elementów gorsetu. Stowarzyszenie myśli też o własnym miejscu do spotkań i pracy, co mogłoby pomóc przekazać te techniki dalej, zanim znikną z codziennego obiegu.

– Haftowanie uczy cierpliwości i spokoju. Trudno wtedy robić cokolwiek innego. Można po prostu pobyć ze swoimi myślami – mówi Kamila Zielińska.

Dla Krakowa to coś więcej niż ładny strój. Chodzi o przywrócenie pamięci o rzemiośle, które powstawało z czasu, precyzji i osobistego wyboru. I właśnie dlatego gorset znów zaczyna wychodzić poza gablotę – nie jako rekwizyt, lecz jako znak rozpoznawczy, który można połączyć nawet z codziennym ubraniem.

na podstawie: UM Kraków.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Kraków). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.