Strach wokół KSeF urósł szybciej niż oficjalne komunikaty

Strach wokół KSeF urósł szybciej niż oficjalne komunikaty

Debata w Ministerstwie Finansów pokazała, że wokół Krajowego Systemu e-Faktur spór od dawna nie dotyczy już tylko technologii. W centrum znalazło się coś trudniejszego do opanowania – lęk, który w sieci rozlewa się szybciej niż spokojna, rzeczowa informacja. W dyskusji z udziałem resortu, KAS, NASK i ekspertki z Uniwersytetu Warszawskiego wybrzmiało jasno, że dezinformacja przy KSeF nie była przypadkiem, lecz dobrze nakręconym mechanizmem.

  • KSeF stał się wygodnym celem dla narracji o strachu
  • Gdzie kończy się krytyka, a zaczyna manipulacja
  • Edukacja ma być tarczą dłuższą niż jedna kampania

KSeF stał się wygodnym celem dla narracji o strachu

W czasie wdrażania Krajowego Systemu e-Faktur Ministerstwo Finansów musiało mierzyć się nie tylko z pytaniami o sam system, ale też z falą przekazów, które podważały zaufanie do jego działania, architektury i bezpieczeństwa. Najmocniej wybrzmiewały trzy obawy:

  • przechowywanie danych,
  • bezpieczeństwo informacji,
  • potencjalna inwigilacja.

Marcin Łoboda, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej, zwrócił uwagę, że emocje zaczęły narastać jeszcze przed uruchomieniem systemu. Jak mówił, fala niepokoju pojawiła się mniej więcej miesiąc przed wdrożeniem i zaskoczyła skalą oraz tempem.

„Rozumiemy to, że każda zmiana budzi obawy” – powiedział Marcin Łoboda.

Resort przekazywał wtedy, że dane trafiają do środowiska zabezpieczonego nowoczesnymi metodami, dostęp do nich jest ściśle kontrolowany, a informacje przechowywane na polskich serwerach nie będą wykorzystywane inaczej niż dotąd. Mimo to oficjalny przekaz przegrywał z uproszczonymi, celowo podgrzewanymi narracjami krążącymi w internecie. A to oznaczało nie tylko spór o faktury, lecz także o zaufanie do państwa i cyfrowych zmian, które wchodzą do administracji coraz głębiej.

Gdzie kończy się krytyka, a zaczyna manipulacja

Uczestnicy debaty mocno rozdzielali dwa pojęcia, które w publicznej dyskusji często się mieszają. Krytyka opiera się na faktach, danych i sprawdzalnych argumentach. Może być ostra, może wskazywać słabe strony rozwiązania, ale nie fałszuje obrazu. Dezinformacja działa inaczej – jest celowa, wycina fragmenty wypowiedzi z kontekstu, skraca komunikaty i podaje je w sposób, który zmienia sens całej informacji.

Takie metody dobrze działają tam, gdzie temat jest szeroki i dotyczy wielu odbiorców. KSeF, jako rozwiązanie obowiązkowe i wprowadzane etapami, stał się naturalnym polem zainteresowania. Przedsiębiorców było wielu, a skala wdrożenia miała zasięg ogólnokrajowy. Właśnie dlatego każdy skrót, półprawda albo sensacyjny nagłówek mógł rozchodzić się szerzej niż rzeczowe wyjaśnienia.

Adam Marczyński, zastępca dyrektora NASK PIB ds. Cyberbezpieczeństwa i Innowacji, zwrócił uwagę na tempo współczesnego obiegu informacji oraz na to, że emocje są dziś najszybszym nośnikiem przekazu.

„Znacznie łatwiej jest pobudzać emocje niż wnikliwie analizować temat” – zauważył Adam Marczyński.

Właśnie ten mechanizm sprawia, że dezinformacja nie musi być szczególnie wyrafinowana. Wystarczy dobrze dobrany lęk, chwytliwy skrót i kilka mocnych powtórzeń w sieci. Potem uruchamia się efekt lawiny.

Edukacja ma być tarczą dłuższą niż jedna kampania

Podczas debaty mocno wybrzmiał jeszcze jeden wniosek – z dezinformacją nie da się wygrać jednym komunikatem, trzeba budować odporność krok po kroku. Prof. ucz. dr hab. Monika Kaczmarek-Śliwińska z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego mówiła o roli edukacji ekonomicznej i medialnej, prowadzonej zarówno formalnie, jak i poza szkołą czy uczelnią. Jej zdaniem odbiorcy muszą lepiej rozumieć mechanizmy gospodarcze i uczyć się większej czujności wobec treści, które trafiają do nich z wielu stron.

„Musimy rozumieć mechanizmy ekonomiczne i uczyć się wrażliwości na treści, które są nam podawane” – wskazała ekspertka.

Podkreślono też, że w warunkach rosnącej polaryzacji ludzie często szukają punktów oparcia w najbliższym otoczeniu – w rodzinie i wśród osób, którym ufają. To ważny sygnał także dla przedsiębiorców, którzy przy kolejnych zmianach administracyjnych będą konfrontowani z tym samym zjawiskiem: szybkim chaosem informacyjnym, zanim pojawi się spokojne wyjaśnienie.

Marcin Łoboda zamknął ten wątek apelem o prostą, ale wymagającą dyscyplinę informacyjną. Jak mówił, nie warto opierać się na jednym źródle, a każdą wątpliwą treść trzeba sprawdzać, zanim zacznie krążyć dalej.

„Nie opierajmy się na jednej informacji. Weryfikujmy ją w różnych źródłach” – podkreślił.

W tle całej debaty pozostał więc nie tylko KSeF, ale szersze pytanie o to, jak państwo ma mówić o zmianach, które budzą niepokój. Jedno jest pewne – w czasach, gdy emocja rozchodzi się szybciej niż sprostowanie, sama technologia nie wystarczy. Potrzebne są zaufanie, jasny język i konsekwencja.

na podstawie: Urząd Celno-Skarbowy Kraków.