WHO bije na alarm po ognisku Eboli Bundibugyo. Ryzyko rośnie w regionie

WHO bije na alarm po ognisku Eboli Bundibugyo. Ryzyko rośnie w regionie

FOT. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie

W afrykańskich służbach zdrowia znów zapaliło się czerwone światło. WHO uznała ognisko gorączki krwotocznej Ebola wywołanej wirusem Bundibugyo w Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie za zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Główny Inspektorat Sanitarny przekazał, że choć ryzyko globalne pozostaje niskie, to na poziomie krajowym i regionalnym ocena jest wysoka. W takich sytuacjach liczy się czas, bo każdy dzień zwłoki utrudnia odnalezienie kontaktów i zatrzymanie łańcucha zakażeń.

  • Śledztwo epidemiologiczne pokazuje, jak szybko rozlało się ognisko
  • Wirus nie przenosi się łatwo, ale wymaga bezwzględnej czujności
  • Brak szczepionki zmienia wagę każdej godziny

Śledztwo epidemiologiczne pokazuje, jak szybko rozlało się ognisko

Pierwszy sygnał pojawił się, gdy WHO dostała alert o nieznanej chorobie o wysokiej śmiertelności w prowincji Ituri w DRK. W ciągu zaledwie czterech dni zmarły tam cztery osoby z personelu medycznego, a to zwykle oznacza, że wirus zdążył już trafić w samo centrum opieki nad chorymi.

W kolejnych dniach obraz sytuacji robił się coraz cięższy. Do 15 maja zgłoszono łącznie 77 podejrzanych zachorowań i 67 zgonów w kilku strefach zdrowia DRK. Zidentyfikowano też 65 osób z kontaktu, w tym 15 uznanych za kontakty wysokiego ryzyka. Poszukiwanie tych ludzi nie jest łatwe, bo sytuacja w terenie jest niepewna, a przemieszczanie się bywa ograniczone.

Wiadomo też, że część chorych zmarła, zanim zdołano ich odizolować. To właśnie takie przypadki są najgroźniejsze dla służb sanitarnych, bo oznaczają, że zakażenie mogło już przejść dalej, zanim pojawiła się jakakolwiek kontrola.

Z danych przekazanych przez GIS wynika również, że większość podejrzanych zachorowań dotyczy osób w wieku 20–39 lat, a kobiety stanowią ponad 60 proc. To sugeruje, że wirus może szerzyć się w domach, przy opiece nad dziećmi i innymi członkami rodziny. W Ugandzie wykryto natomiast przypadek importowany u starszego mężczyzny z DRK oraz kolejny u osoby podróżującej z tego kraju. Na ten moment nie ma dowodów na lokalne szerzenie się wirusa po stronie ugandyjskiej.

Wirus nie przenosi się łatwo, ale wymaga bezwzględnej czujności

Bundibugyo należy do tej samej rodziny zagrożeń, które budzą natychmiastową reakcję epidemiologów. Zakażenie zaczyna się zwykle po kontakcie z krwią lub wydzielinami zainfekowanych dzikich zwierząt, takich jak nietoperze, małpy czy małpiatki, a potem może przechodzić między ludźmi przy bliskim kontakcie.

Najważniejsze jest to, że przez okres wylęgania, który trwa od 2 do 21 dni, osoba zakażona nie zaraża innych. Gdy jednak pojawiają się objawy, sytuacja zmienia się szybko. WHO wskazuje najczęstsze symptomy:

  • gorączka,
  • zmęczenie,
  • bóle mięśni,
  • ból głowy,
  • ból gardła,
  • wymioty,
  • biegunka,
  • wysypka,
  • objawy niewydolności nerek i wątroby,
  • krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne.

To właśnie ten gwałtowny początek sprawia, że zakażenie wymaga natychmiastowego odizolowania i dokładnego nadzoru nad osobami z kontaktu. Bez tego ognisko może rozszerzać się szybciej, niż pozwalają na to możliwości lokalnych służb.

Brak szczepionki zmienia wagę każdej godziny

W przypadku wirusa Bundibugyo sytuacja jest trudniejsza niż przy chorobie wywołanej wirusem Ebola Zair. Nie ma zatwierdzonej szczepionki ani swoistego leczenia skierowanego przeciw temu wariantowi. WHO przypomina, że trwają prace badawcze nad możliwymi środkami przeciwdziałania, ale dziś podstawą pozostają nadzór, izolacja, diagnostyka i śledzenie kontaktów.

Historia poprzednich ognisk pokazuje, że choroba bywa wyjątkowo śmiertelna. W Ugandzie i DRK średnia śmiertelność w wcześniejszych wybuchach wynosiła od 30 do 50 proc. Ostatnie duże ognisko, zgłoszone w 2021 roku w DRK, objęło 59 przypadków i 34 zgony. To tło sprawia, że obecny komunikat WHO nie jest rutynowym ostrzeżeniem, lecz sygnałem, którego nie wolno lekceważyć.

na podstawie: Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.