Bartek Matusiewicz przesunął kolejną granicę w krakowskim maratonie

Bartek Matusiewicz przesunął kolejną granicę w krakowskim maratonie

FOT. ZIS Kraków

Na krakowskiej trasie nie było łatwych skrótów ani taryfy ulgowej. Była za to konsekwencja, zmęczenie i finisz, który znaczył więcej niż sam czas na mecie. Bartosz Matusiewicz dopisał do swojej historii kolejny przełom. W TAURON 23. Cracovia Maratonie został pierwszym zawodnikiem z zespołem Downa, który wystartował w ulicznym maratonie w Polsce.

  • Na trasie pojawiły się kryzysy, ale meta przyszła po walce
  • Rodzina i trening stoją za tym wynikiem
  • Fundacja, która trzyma ten projekt w ruchu

Na trasie pojawiły się kryzysy, ale meta przyszła po walce

Dla Bartosza Matusiewicza start w Krakowie nie był tylko kolejnym biegiem. To był sprawdzian wytrzymałości, charakteru i cierpliwości na królewskim dystansie 42 km i 195 m. Na trasie pojawiały się momenty kryzysu, ale zawodnik wyszedł z nich obronną ręką i dotarł do mety z medalem, który w tym przypadku stał się czymś znacznie większym niż sportową pamiątką.

Jego nazwisko już wcześniej zapisało się w polskim sporcie mocnymi osiągnięciami. Matusiewicz jest:

  • pierwszym Polakiem z zespołem Downa, który ukończył triathlon olimpijski,
  • pierwszym w Europie sportowcem z zespołem Downa, który finiszował połówkę Ironmana,
  • teraz także pierwszym zawodnikiem z zespołem Downa, który wystartował w ulicznym maratonie w Polsce.

To nie jest historia jednego dnia. To raczej długie, mozolne budowanie formy, odporności i wiary w to, że bariera po barierze da się przesuwać dalej. W Krakowie ten wysiłek był widoczny na każdym kilometrze.

Rodzina i trening stoją za tym wynikiem

Za takim startem nie stoi przypadek. Ojciec zawodnika, Jarek, wspiera syna zarówno organizacyjnie, jak i treningowo. Matka, Beata, odpowiada za dietę, zdrowie i logistykę, a także towarzyszyła mu podczas pobytu w Krakowie. W sporcie wyczynowym szczegóły mają znaczenie, ale w tym przypadku liczy się jeszcze coś więcej – stałe zaplecze, które pozwala mierzyć wysoko bez gubienia codziennego rytmu.

Rodzice nie ukrywają dumy z tego, co robi ich syn. Jak podkreślili:

„Jesteśmy ogromnie dumni”.

Dodali też, że Bartek lubi sportowe wyzwania, a systematyczna praca pozwala mu nie tylko rozwijać się sportowo, ale także rywalizować z pełnosprawnymi zawodnikami. To ważne również poza stadionem czy trasą biegu, bo sport daje mu poczucie sprawczości i spełnienia.

Fundacja, która trzyma ten projekt w ruchu

Wspieranie Bartosza Matusiewicza i innych sportowców z niepełnosprawnością intelektualną możliwe jest dzięki Fundacji Zostanę Ironmamem Albo Chociaż Pół, prowadzonej przez jego tatę. To właśnie takie zaplecze sprawia, że sportowy rozwój nie kończy się na pojedynczym starcie, lecz układa się w dłuższą drogę.

Krakowski maraton pokazał więc coś więcej niż tylko wynik jednego zawodnika. Pokazał, że na ulicach miasta można oglądać także historie o przełamywaniu ograniczeń, konsekwencji i wsparciu, bez którego nawet najambitniejszy plan nie miałby szans się udać. Dla Bartosza Matusiewicza ten finisz był kolejnym dowodem, że granice w sporcie bywają przesuwane wtedy, gdy ktoś cierpliwie robi swoje do końca.

na podstawie: ZIS Kraków.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (ZIS Kraków). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.