Uwaga! Burze (komunikat RSO)

Strzał przy Floriańskiej zakończył życie mieszczki. Szlachcic stanął przed sądem

Strzał przy Floriańskiej zakończył życie mieszczki. Szlachcic stanął przed sądem

FOT. Urząd Miasta Krakowa

Najpierw był zamknięty zajazd i uzbrojona świta przed jego drzwiami. Chwilę później kula trafiła kobietę stojącą przy oknie, a zwykły konflikt przerodził się w sprawę, która postawiła krakowskich rajców naprzeciw szlacheckim przywilejom. Helena Straszowa zginęła na miejscu zdarzenia, lecz jej mąż nie pozwolił, by śledztwo zakończyło się wraz z ucieczką sprawcy. Proces Jana Morawickiego stał się jednym z najgłośniejszych kryminalnych wydarzeń XVI-wiecznego Krakowa.

  • Rusznica przed zajazdem przy Floriańskiej zmieniła uliczną awanturę w zabójstwo
  • Krakowscy rajcy musieli rozstrzygnąć, kto osądzi szlachcica
  • Wyrok śmierci przerwał miesiące sporów i odwołań

Rusznica przed zajazdem przy Floriańskiej zmieniła uliczną awanturę w zabójstwo

Pod koniec września 1585 roku przy ul. Floriańskiej 28 działał zajazd prowadzony przez Walentego Strasza. Właściciel utrzymywał rodzinę z wyszynku, a w pracy pomagała mu żona Helena, która była w ciąży. W południe przed budynkiem pojawił się Jan Morawicki ze swoją świtą.

Szlachcic pochodził z rodu osiadłego w Morawicy pod Krakowem. Wcześniej służył w wojsku Stefana Batorego, ale w Krakowie znano go także jako człowieka porywczego i skłonnego do przemocy. Strasz obawiał się kolejnego konfliktu i polecił zamknąć drzwi zajazdu.

Morawicki odpowiedział na to bronią. Załadowanie rusznicy wymagało kilku czynności i nie odbywało się w jednej chwili. Szlachcic przygotował broń, skierował ją w stronę budynku i oddał strzał. Kula trafiła Helenę, stojącą przy oknie. Obrażenia okazały się śmiertelne.

Świadkowie próbowali zatrzymać uciekającego napastnika. Podczas pościgu przez zatłoczone ulice Morawicki zgubił rusznicę, którą później odnaleziono. Broń stała się jednym z najważniejszych dowodów, podobnie jak relacje osób obecnych przed zajazdem.

Sprawca ukrył się na Stradomiu i prawdopodobnie zamierzał dotrzeć do rodzinnej Morawicy. Jeszcze tego samego dnia Walenty Strasz złożył skargę przed radą miejską. Opisał śmierć żony oraz wcześniejszy napad na swój dom i zażądał ukarania winnego.

Krakowscy rajcy musieli rozstrzygnąć, kto osądzi szlachcica

Zabójstwo popełnione na Floriańskiej szybko stało się także sporem o zakres władzy. Rajcy krakowscy uważali, że skoro do zbrodni doszło w granicach miasta, przed świadkami i na szkodę mieszczańskiej rodziny, sprawą powinien zająć się sąd miejski. Druga strona wskazywała, że Morawicki jako szlachcic powinien odpowiadać przed sądem właściwym dla swojego stanu.

Dla władz Krakowa nie chodziło wyłącznie o procedurę. Oddanie sprawy oznaczałoby, że miejski wymiar sprawiedliwości nie może skutecznie osądzić szlachcica nawet za czyn popełniony w centrum miasta. Dopiero interwencja przedstawicieli starostwa doprowadziła do zatrzymania Morawickiego i osadzenia go w więzieniu ratuszowym.

Ta część sprawy pokazuje, że dla rodziny Heleny walka o wyrok zaczęła się jeszcze przed przesłuchaniami. Trzeba było najpierw ustalić, czy miejskie władze w ogóle mogą prowadzić postępowanie przeciwko osobie objętej szlacheckimi przywilejami.

W sądzie Morawicki twierdził, że nie chciał nikogo zabić. Utrzymywał, że strzał miał być wymierzony w drzwi zajazdu i zakończył się tragicznym wypadkiem. Świadkowie przedstawiali jednak inną wersję. Zeznawali, że rusznica była skierowana w stronę okna, a jeden z nich widział moment oddania strzału.

Obrona próbowała opóźniać postępowanie i podważać wiarygodność świadków. Pojawiła się również teza, że za spust mógł pociągnąć jeden ze sług. Ta wersja nie pasowała jednak do wcześniejszych wyjaśnień oskarżonego. Sam sposób przygotowania rusznicy dodatkowo osłabiał twierdzenie o przypadkowym strzale.

Wyrok śmierci przerwał miesiące sporów i odwołań

Proces przeciągał się z powodu konfliktu między władzami miejskimi a urzędem grodzkim. Wątpliwości dotyczyły liczby świadków, zakresu dowodów i przepisów, które należało zastosować wobec szlachcica oskarżonego o zabójstwo mieszczki.

Akta wysłano do Warszawy z prośbą o stanowisko króla Stefana Batorego. Monarcha nie rozstrzygał winy, ale polecił uzupełnić dowody i nie wydawać wyroku bez pewnego potwierdzenia zarzutów. Postępowanie wymagało więc kolejnych przesłuchań.

Walenty Strasz ponownie zeznawał pod przysięgą, wskazując Morawickiego jako człowieka, od którego padł śmiertelny strzał. Kolejni świadkowie potwierdzali tę wersję, a ich relacje tworzyły spójny obraz wydarzeń. Po kilku miesiącach sporów sąd wydał wyrok śmierci przez ścięcie.

Egzekucję przeprowadzono tydzień po ogłoszeniu wyroku, na początku 1586 roku. Krakowskie księgi miejskie odnotowały wydatek na materiał użyty podczas wykonania kary. Stanisław Waltoś w „Pitavalu krakowskim” wyjaśnia, że tak zwana gdańska kołderka była wyjątkowym potraktowaniem skazanego szlachcica – wobec zwykłych przestępców wokół pnia rozściełano jedynie słomę.

Sprawa Heleny Straszowej została zapamiętana jako zwycięstwo miejskiego samorządu nad próbą wykorzystania przywilejów stanowych. W tym postępowaniu pochodzenie oskarżonego nie przesądziło o karze. Późniejsze dziesięciolecia przyniosły jednak dalsze umacnianie pozycji szlachty, dlatego proces Morawickiego pozostaje jednym z przykładów momentu, gdy krakowski sąd zdołał postawić przedstawiciela uprzywilejowanego stanu przed miejskim wymiarem sprawiedliwości.

na podstawie: Urząd Miasta w Krakowie.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Krakowa). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.